niedziela, 18 marca 2012

nothing to lose.

Oglądam Salę Samobójców. Słucham piosenki "Nothing to lose" i... ten tekst po prostu do mnie przemawia. Jest jakby o mnie.


"Days don't seem to change".

"I'd always walk home alone, so I became lifeless just like my telephone".

"My parents had no clue, that I ate all my lunches alone in the bathroom".

"Teacher's said it's just a phase".

"There's nothing to lose, my notebook will explain".


Nienawidzę, z całego serca nienawidzę osób, które w mojej szkole codziennie doprowadzają mnie czymkolwiek do płaczu. Oni mnie nie rozumieją. Jestem inna, jestem wrażliwa. Nie szanują tego, że szanuję sztukę. Nie szanują mnie, a ja nie szanuję ich. Nie zasłużyli na mój szacunek.

Może jeszcze mam pierwsza wyciągać rękę na przeprosiny? Przepraszam Was, drogie koleżanki, za to, że w ogóle jestem w tej szkole. Że macie na kogo się uwziąć i kogo obmawiać. Nienawidzę Was, moje przyjaciółki. Fałszywe przyjaciółki.

Nawet moja matka nie chce tego zrozumieć. Sądzi, że wina jest po obu stronach i że powinnam "się zmienić, by oni spojrzeli na mnie z innej strony". Przepraszam, ale mam Was w dupie, kochani koledzy i koleżanki. Nie zamierzam się dla Was zmieniać. Jesteście fałszywymi zdrajcami, bojącymi się spojrzeć w oczy. Mającymi pełne spodnie, kiedy idzie ktoś, z kim Wam niewygodnie rozmawiać. Idioci, którzy odwracają się, jeśli coś nie idzie dobrze. Hieny rzucające się na czyjeś pieniądze, jedzenie i prace domowe.

Nienawidzę Was, i z całego serca chcę Wam powiedzieć, żebyście się pieprzyli.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz